Perfect - super piosenki
nie daj się zabić śmiercią zarazić chcesz się postawić karton browaru ludziom kup nie daj się zabić na dyszel wsadzić raz się zabawisz i już z kościstą wziąłeś ślub za mało czadu za dużo jadu pieprzonych gaduł co państwo mogłoby ci dać za mało hajcu za mało rajcu za dużo szajsu by na dokładkę jeszcze ćpać nie daj się zabić pompując do żył dopalacz szybki jak strzał patrz na dilera - nie bierze sam nic on tylko łyka twój szmal za mało chęci za dużo nędzy przeszłości lęki wentyl pieniędzy bokiem pękł bez przewodnika sens nam umyka jak sfora dzika tropimy siebie w gęstej mgle kto wie co z nami dzieje się? kto wie? ... ja nie! za mało serca za dużo mięsa rośnie agresja zawiścią pluje świński ryj za dużo chamstwa gwałtu i kłamstwa czas oszukańca więc jedno sobie w głowę wbij nie daj się zabić gdy dalej chcesz żyć części zamiennych wciąż brak w ruską ruletkę nie grywa się gdy plany na jutro się ma nie daj się zabić pompując do żył dopalacz szybki jak strzał
Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą wreszcie Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą jeszcze Jak co dzień rano, bułkę maślaną Popijam kawą, nad gazety plamą Nikt mi nie powie, wiem co mam robić Szklanką o ścianę rzucam, chcę wychodzić Na klatce stoi cieć, co się boi Nawet odsłonić, miotłę ściska w dłoni Ortalion szary chwytam za bary I przerażonej twarzy krzyczę prosto w nos! Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą wreszcie Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą jeszcze Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą wreszcie Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą jeszcze Trzymam się ściany, niczym pijany Tłum wkoło tańczy tangiem opętany Stopy zmęczone depczą koronę Król balu zwleka, oczy ma szalone Magda w podzięce, chwyta me ręce I nie ma sprawy, ślicznie jej w sukience Po co się spieszysz, po co się spieszysz Przecież do końca życia mamy na to czas! Aby być sobą Aby być sobą jeszcze Aby być sobą Aby być sobą wreszcie Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą wreszcie Chciałbym być sobą Chciałbym być sobą jeszcze
Mialem dziesiec lat, gdy uslyszal o nim swiat, W mej piwnicy byl nasz klub, Kumpel radio zniósl, uslyszalem "Blues Sued Shoes" I nie moglem w nocy spac. Wiatr odnowy wiał, darowano reszty kar, Znów sie mozna bylo smiac, W kawiarniany gwar jak tornado jazz sie wdarl, I ja tez chcialem grac. Ojciec, Bóg wie gdzie, martenowski stawial piec, Mnie paznokiec z palca zszedl, Z gryfu zostal wiór, gralem milion róznych bzdur I poznalem co to seks, Pocztówkowy szal, kazdy z nas ich piecset mial Zamiast nowej pary dzins, A w sobotnia noc byl Luksemburg, chata, szklo, Jakze sie chcialo zyc! Bylo nas trzech, w kazdym z nas inna krew, Ale jeden przyswiecal nam cel, Za kilka lat miec u stóp caly swiat, wszystkiego w bród, Alpagi lyk i dyskusje po swit. Niecierpliwy w nas ciskal sie duch, Ktos dostal w nos, to poplakal sie ktos, cos dzialo sie, Poróznila nas, za jej Poli Raksy twarz Kazdy by sie zabic dal. W pewna letnia noc, gdzies na dach wynioslem koc I dostalem to, com chcial, Powiedziala mi, ze klopoty moga byc, Ja jej, ze egzamin mam, Odkrecila gaz, nie zapukal nikt na czas, Znów jak pies bylem sam. Stu róznych ról, czym ugasic mój ból, Nauczylo mnie zycie jak nikt, W wyrku na wznak przechlapalem swój czas, najlepszy czas. W knajpie dla braw klezmer kazal mi grac Takie rzeczy, ze jeszcze mi wstyd, Pewnego dnia zrozumialem, ze ja nie umiem nic. Sluchaj mnie, tam, pokonalem sie sam, Oto wysnil sie wielki mój sen, Tysieczny tlum spija slowa z mych ust, kochaja mnie. W hotelu fan mówi: "Na tasmie mam To, jak w gardlach im rodzi sie spiew!" Otwieram drzwi i nie mówie juz nic do czterech scian.
Ostatnio dodane zestawienia:
untonfiscinugWasze piosenki:
Najulubieńsze utwory:
wyciągi narciarskie Przepisy na ciasta weko glutamina kosmetyki
Perfect | Kontakt | Linki | engine by © truvati(at)go2.pl